Reklama

Gamercard

wtorek, 21 lipca 2015

Heroin Legend




Jeden z odcinków South Park naśmiewał się z Guitar Hero i mody na plastikowe instrumenty od Koticka. Tematem przewodnim były narkotyki, które zrujnowały niejednemu obiecującemu muzykowi karierę. W South Park zamiast narkotyków Parker i Stone wrzucili grę „Heroin Hero” od której uzależnił się Stan. Gra polegała na pogoni za różowym dinozaurem/smokiem, którego nie sposób było złapać i naszym zadaniem było ciągłe wstrzykiwanie sobie heroiny by móc się poruszać. Twórcom South Park udało się za pomocą „Heroin Hero” ukazać prawdziwą naturę gier Free to Play, a Bungie podsunąć pomysł na Destiny.






W ostatnim Bungie Update opublikowanym 16 lipca, firma zapowiedziała po raz kolejny rebalans broni. By to w jakiś sposób umotywować zamieścili na stronie wykres przedstawiający użycie broni podczas ostatniego ewentu Iron Banner. Większość czytających zapewne zwróciła uwagę na ten wykres i przyznało studiu rację, że Thron powinien zostać znerfiony. Problem polega na tym jakim wielkim bullshitem Bungie i ich cały departament User Research nas obrzucił. Zacznijmy od tego, że przy poprzednim rebalansie broni, studio pokazało statystyki za cały miesiąc, a nie tylko za jeden tydzień. Te miesięczne statystyki obejmowały wszystkie tryby rozgrywki wieloosobowej, a nie tylko jeden ewent Iron Bannera. Powód jest prozaiczny, poprzedni system który na pierwszym miejscu stawiał auto-rifle i SUROS Regime, był o wiele bardzo zbalansowanym systemem niż ten który mamy obecnie. Powodem dla którego Bungie pokazało nam okres jednego tygodnia jest Iron Banner, który właśnie tyle trwa. A powodem dla którego podało statystyki tylko i wyłącznie z Iron Bannera, jest fakt, że IB przyciąga o wiele większą liczbę graczy do rozgrywki wieloosobowej niż zwykłe ewenty. Co za tym idzie, łatwiej jest zafałszować statystyki i pokazać, że Thron jest zakładany w 25% przypadków, a nie w dużo wyższej. Co by ukazało prawdziwą skalę problemu. 



Kolejną istotną różnicą jest to, że podczas lutowej aktualizacji statystyki mówiły zabiciach z broni przez najlepszych graczy, a nie o tym jaką broń mieliśmy aktualnie założoną. Oba przypadki pokazują nam dwie rzeczy - Bungie nie potrafi zrobić balansu broni, gdyż być może w tej grze jest to po prostu niemożliwe, i to, że firma kłamie za pomocą statystyk pokazując selektywne informacje które mają z pozoru umotywować ich marne decyzje.
Jak inaczej wytłumaczyć zapowiedź popsucia trzech najlepszych broni w PvE czyli Black Hammera, Ice Breakera i kochanego przez wszystkich Gjallarhorn’a. W chwili obecnej te bronie są tak mocne, że nie mają konkurencji. W House of Wolves nie dostaliśmy ani jednej broni, która mogłaby rywalizować z wyżej wymienionymi. Trzy bronie egzotyczne HoW to straszne żarty i jedynie wersje (Adept) broni z Trials of Osiris mogą się na coś przydać.
Skoro podstawowym zadaniem gracza w Destiny jest zbieractwo, a raczej grind, to studio nie może pozwolić sobie na to by przed premierą dużego rozszerzenia do gry, gracz posiadał już najmocniejsze bronie. Bungie robi po prostu wszystko by utrzymać Destiny przy życiu. Zdaje sobie sprawę, że z zapowiedzią modyfikacji broni wprowadzi gniew wśród społeczności, ale zdaje sobie również sprawę z tego, że jak tylko ujawni nowe bronie z Taken King to wszyscy zapomną o Gjallahornie i będą farmić broń XXX. I tak w kółko do premiery kolejnego DLC, za który Bungie będzie chciało kolejne dolary.
Przez ostatnie 1500 godzin które spędziłem z Destiny nie miałem tak naprawdę nic przeciwko temu. Jednak ostatnio zacząłem coraz częściej odczuwać, że Destiny tak naprawdę nie jest dobrą grą, a ja przez cały ten czas byłem posuwany w tyłek przez departament User Research, który karmił mnie heroiną w postaci engramów, broni czy grimoire. Jeżeli po zdobyciu wszystkich osiągnięć, wszystkich możliwych zbroi raidowych, egzotycznych, broni, itd, ja kupuję grę w wersji na PlayStation 4 i robię powtórkę z rozrywki, a następnie przy premierze House of Wolves gram praktycznie non stop przez 36h dopóki nie wyleveluję wszystkich postaci to naprawdę musi być coś nie tak. To nie przyjemność grania z Destiny przyciąga mnie do gry, a zwykłe uzależnienie.
Uzależnienie posiadania jak największego wyniku Grimoire, który podobnie jak achievementy pokazuje gdzie jesteś w społeczności graczy. Stanie jak durny przez 2 godziny na patrolu na Marsie i strzelanie do Hydr, nie różni się przecież niczym innym od zebrania 10,000 kill’ów w Gears of War potrzebne do odblokowania osiągnięcia Seriously. Przechodzenie jednej z najnudniejszych kampani single player trzykrotnie, byle tylko wylevelować wszystkie klasy postaci. Nawet kasowanie wylevelowanej postaci i przechodzenie kampani po raz wtóry by móc zagrać raid więcej niż raz w tygodniu. Granie strike’ów, które opierają się na tym samym schemacie pokonywania trzech fal przeciwników i docieranie do bossa, który kolekcjonuje ołów jak elektrownia w Czarnobylu w ’86. Bounty które polega na przejściu danego etapu raz, dotarcie do checkpointa, wykonaniu bounty i szybkim wyjściu na orbitę by owego checkpointa nie stracić i móc w szybki sposób zaliczyć to bounty ponownie w przyszłości. Uzależnienie przechodzenia raidów wszystkimi postaciami trzy razy w tygodniu na dwóch poziomach trudności. A to wszystko po to by zdobyć wirtualne nagrody, które są tak naprawdę nic nie warte, bo przy kolejnym rozszerzeniu będzie można jeszcze szybciej wbić level i zdobyć bronie z jeszcze większą łatwością.
Bungie skutecznie pokazuje, że popełniłem duży błąd spędzając z Destiny 1500 godzin, bo poza jednym emblematem nadającym mi status weteran nie mam nic za pierwszy rok grania. Bronie które kolekcjonowałem, będą praktycznie bezużyteczne, a zbroje będą pewnić jedynie funkcję dopasowywania garderoby. Nie miałbym pewnie nic przeciwko temu, gdybym nie zmarnował ostatniego roku na przeklętym grindzie. Gracze nie wymyślili spychania Atheona, klękania Croty, zrzucanie Templara, snajpowanie Oracle, przejazdów na zbieranie materiałów, szybkie zabijanie Skolasa, farmienie glimmera, dlatego, żeby zrobić Bungie na złość. Wszystkie możliwe glitche, „sposoby” czy „strategie” powstały bo ludzie mieli dosyć walki z grą. Pierwsze 6 godzin spędzone na próbie pokonania Croty może i były fajne, ale powtarzanie tego co weekend stawało się nudne. Sztuczne zwiększanie poziomu trudności przez Bungie poprzez wprowadzenie Raid’ów na poziomie Hard w których przeciwnicy mają wyższy level od maksymalnego levelu który nasza postać może osiągnąć pokazuje tylko, że Bungie nie ma pomysłu na stworzenie interesujących pojedynków z bossami. Raid Vault of Glass jest jedyną dobrą częścią składową Destiny. Jest to jedyna rzecz którą chce mi się nadal grać pomimo braku jakiejkolwiek nagrody.
Przez ostani rok okłamywałem się, że Destiny ma po prostu świetny gunplay który skutecznie przytrzymuje mnie przy grze. Nic z tych rzeczy, było to zwykłe uzależnienie od zbieractwa. Nie mam nic przeciwko wykorzystywaniu User Research przy dewelopingu gier, tak samo jak nie mam nic przeciwko gdy marketingowcy bawią się ze mną naciągając mnie na nowy samochód, telewizor czy konsole. Istnieje jednak pewna granica i Activision razem z Bungie ją po prostu przekroczyli. Dodatkowo Bungie nie zrobiło nic w przeciągu ostatniego roku jak tylko rzucało nam graczom kłody pod nogi. Nie zapominajmy o wyciętym miejscówkach z gry i sprzedanych jako DLC, nie zapominajmy o zlagowanym i niezbalansowanym trybie pvp który jest śmiechem na sali, gdy pomyśli się, że zrobiło go studio odpowiedzialne za Halo. Nie możemy zapomnieć o braku Raidu w dodatku House of Wolves, ekskluzywnych strike’ach i broniach dla PlayStation 4, dodatkowej misji dla pijących Red Bull’a, ekskluzywnych engramach dla kupujących nowy najdroższej wersji.
A propos, nie zastanawialiście się czemu ten zawartość Taken King spowodowała taki gniew w sieci? Bo zaoferowano coś ekskluzywnego dla nowych graczy. Gdyby wersja Legendarna nie posiadała żadnej dodatkowej zawartości in-game, to nikt z obecnych graczy by nawet na nią nie spojrzał. W związku, że oferowała emblemat i taniec, to zrobiło się głośno i brutalnie. Studio musiało po części ulec, bo jaki sens ma dyskusja dilera (Bungie) z narkomanem (graczem). Trzeba tylko dostarczyć dodatkowej heroiny we wrześniu i wszystko wróci do normy.
               

1 komentarz:

Patryk Szczypkowski pisze...

I właśnie o tym często wspominam w rozmowach z innymi "Guardianami". Gra przestała mnie bawić, gdy w pewnym momencie zacząłem grać w tą grę jak w Pokemony - "gotta catch 'em all" i co tydzień robiłem praktycznie to samo.

reklama